2008.com

•Styczeń 12, 2008 • Dodaj komentarz

Koniec ubiegłego roku i początek nowego jak zwykle związany jest ze snuciem analiz dotyczących tego, co nas czeka w najbliższej przyszłości. I tak, powstają przewidywania, mniej lub bardziej racjonalne, dotyczące cen ropy na świecie, wolumenu sprzedaży produktów ekologicznych, inflacji i innych, już prawie wszystkich rzeczy, o których można powiedzieć, że się zmienią. A co, tam spróbujmy sami pobawić się w małą futurologię.

1. Nasza-klasa – jak już wszyscy się znajdą i pierwsze klasowe spotkania się odbędą serwis straci na swojej atrakcyjności. Jesteśmy w apogeum popularności tego serwisu. Wydaje mi się, że od połowy roku serwis przestanie się tak szybko rozwijać, a od października będziemy mieć do czynienia ze zmniejszeniem się aktywnych użytkowników serwisu i ustabilizowaniem liczby odwiedzin.

2. Web 3.0 – Wiele osób będzie próbowało wytworzyć trend na 3.0. Oczywiście, jego definicja będzie jeszcze bardziej mglista niż 2.0. Moderować ten temat będą pewnie spece od reklamy i PR, którzy za wszelką cenę będą chcieli wcisnąć nam bańkę 3.0.

3. Zamykanie się społecznych sieci. To wieszczą dwaj Szwedzi Bard i Soderqvist , w swojej książce: NETOKRACJA. Wydaje się, że nastał najlepszy moment do takiego zamknięcia. Internauci przeżyli pierwsze fascynacje, tym, że każdy może być autorem i Twoim znajomym. Teraz nastanie czas jakości. Z setek internetowych pseudo-znajmości (kontaktów) wybierzmy tylko te, z którymi chcemy się kontaktować. Swój udział w sieciach społecznych też zaczniemy ograniczać. Zwrto ku jakości będzie miał miejsce także w sferze contentu. Koniec z setkami bzdurnych linków. Koniec z głupimi komentarzami do naszych blogów, zdjęć, filmów. Takiej transformacji dokona tylko część użytkowników. Reszta nastawiona na permanentny ekshibicjonizm będzie brnęła do odkrywania „siebie” w internecie.

Zamknięcie sieci będzie oznaczać, że zamkniemy się w gronie dobrych znajomych, z którymi będziemy dzielić się wartościowymi informacjami.

4. Mobilny content. Ten rok nie przyniesie nam, w Polsce, rewolucji w sprawie mobilnego contentu. Nadal większość Polaków nie ma urządzeń UMTS; nadal sieci nie promują usług (np. mobilnej telewizji) na masową skalę (wyjątek stanwoi tylko Plus). Sieci znajwięcej zarabiają na SMSach oraz połączeniach głosowych, a ściąganie plików mp3 do telefonów, filmy i gry stanowić będą nadal śpiew przyszłości.

Nic tylko przychodzi nam czekać, co nowego może się zdarzyć.

Czekam na dopisy K. w tej sprawie.

Reklamy

coś więcej o Silent Poets

•Grudzień 25, 2007 • Dodaj komentarz

silent_poets.png

drążę temat – oto, co znalazłem.

źródło: http://www.abitnice.com/canibringmygat/archives/2005/09/silent_poets.html Can I bring my Gat?

I jeszcze jeden link –http://www.rushproduction.net/release/silent_poets.html do strony producenta płyty.

To, co mnie zachwyca…

•Grudzień 24, 2007 • Dodaj komentarz

1. Jestem tym zachwycony, no może nie aż tak. W ostatnim czasie nie znalazłem nic, aż tak ciekawego jak Silent Poets. Choć ta muzyka nie porywa, nie jest szczególnie odkrywcza to jednak warto przyjrzeć sie bliżej temu zespołowi.

Między innymi dlatego, że masowo ich piosenki sa wykorzystywane w różnorodnych kompilacjach chill-outowych.

Silent Poets na MySpace:
http://vids.myspace.com/index.cfm?fuseaction=vids.individual&VideoID=12966789

2. K. wielokrotnie wspominał o bash.org.pl – szczerze nie powiedziawszy nie przypuszczałem, że w jednym miejscu da sie zgromadzić dokonania „dzieci Nesotrady”, a jednak. Nie mogę otrząsnąć się z szoku. Siedzę i czytam. Oto moje ulubione:

 <milusia14> HEJ KTO POKLIKA?
<m3lvin> nie pisz z CAPSLOCKIEM !
<milusia14> A JEST TU WOGOLE TAKI???????

 Forum Onetu:
<satan> Zapytalem pana ktory instalowal mi internet gdzie mozna kupic dostep do google i za ile, bo mysle ze bardzo mi taka wyszukiwarka by sie przydala. On mi zaoferowal ze za 50 zl mi zrobi taki lewy skrot na pulpicie do google. Zgodzilem sie ale teraz mam obawy czy moga wykryc ze uzywam google nielegalnie i czy nie lepiej jednak skasowac ten skrot i zakupic dostep oryginalny? Dziekuje za pomoc.

Tytoń ratunkiem dla Afryki

•Grudzień 6, 2007 • Dodaj komentarz

Ostatnimi czasy ukazły się dwa raporty dotyczące swiatowego ubóstwa – raport specjalistów Banku Światowego oraz raport amerykańskiej organizacji non-profit IFPRI, zajmującej się właśnie tym problemem. Co dziwne, raporty napawają optymizmem, cel ONZ przyjęty w 2000 roku, aby w ciągu 15 lat zmniejszyć o połowę odsetek ludzi żyjących w skrajnej biedzie (poniżej dolara dziennie) wydaje się możliwy do osiągnięcia. Od 1981 odsetek najbiedniejszej ludności zmniejszył się o połowę, z 40% do 18%. Jednak za tymi optymistycznymi danymi kryje się jeden „drobny” problem – takie wyniki to efekt rosnącej zamożności Chińczyków (6x mniej biednych) i Hindusów (prawie połowę). W Afryce, jak na zachodzie – bez zmian.

Z pomocą przychodzi nauka – udało się wyhodować dzięki modyfikacjom genetycznym tytoń, który potrafi wytrzymać bez wody 15 dni – dotychczas hodowane gatunki nie osiagają jednej trzeciej tego czasu. Udało się wyizolować i zmodyfikować gen odpowiedzialny za „gubienie” liści w warunkach niskiej wilgotności – mechanizm ten chroni roślinę przed utratą wody. Po modyfikacji okazało się, że wyhodowane w ten sposób rośliny w porównaniu do grupy kontrolnej, przechodzą w „tryb Rambo” – nie tylko potrzebują mniej (o około 1/3) wody, ale lepiej gospodarują zasobami i można z nich otrzymać lepsze plony. Jeśli podobnie można będzie zmodyfikować inne rodzaje roślin, przed światowym rolnictwem otworzą się nowe możliwości.

Generalnie nie jest wesoło, w krajach rozwiniętych na wyprodukowanie jednej kalorii żywności potrzeba kilkuset kalorii nakładów – wiąże się to ze zużyciem nawozów, paliwa i środków ochrony roślin. Tymczasem ilość gruntów wykorzystywanych pod uprawę nie zwiększy się, a do 2050 roku potrzeba będzie szacunkowo dwukrotnie więcej żywności aby ludzkość nie głodowała. Nie da się osiągnąć takiego poziomu produkcji bez zastosowania żywności modyfikowanej genetycznie. Problem w tym, że nie wiadomo czy jest ona w 100% bezpieczna. Uważam jednak że warto zaryzykować.

Nasza-Kasa.pl

•Grudzień 4, 2007 • Dodaj komentarz

Gorączka sięgnęła zenitu, serwery nie wyrabiają, co drugi Polak z dostępem do netu zakłada profil. Wszyscy chcą wiedzieć co u Halinki z LO, a co teraz porabia Romuś z zerówki, albo Henio ze żłobka. Polska dołączyła dumnie do grupy państw wstrząsanych cyklicznie spazmami nowych trendów e-społecznościowych. Na zachodzie w tej chwili króluje Facebook z ciągłą presją onlajnowości i milionem przyjaciół, których znamy tylko z nicku…

Polska nasza-klasa.pl wpisuje się znakomicie w scenariusz wytarty uderzeniami klawiatury typowego Smitha… Dla mnie to żałosne, chociaż rozumiem pogoń za plotami i chęć odgrzania starych namiętności. Nie rozumiem tego, bo sam utrzymuję kontakty ze starymi znajomymi, nawet z podstawówki i żaden portal nie jest mi do tego potrzebny. Pewno, że tak łatwiej – ale może chodzi właśnie o to żeby nie było zbyt łatwo? Może to ten wysiłek żeby zadzwonić, spotkać się, żeby wyciąć te kilka godzin z napiętego grafiku w celu powspominania dawnych, dobrych czasów. Zamiast tego jest szybko, głupio i powierzchownie.

Kolejna refleksja to ten nieoczekiwany boom popularności i fakt że podobnie pomyślany serwis zupełnie się nie przyjął – jak to się dzieje że jeden produkt trafia w mainstream, a inny nie? Mówię o projekcie Sztambuch, na który natknąłem się jakiś czas temu dzięki podcastowi Radia Szczecin i który zmarł śmiercią naturalną wkrótce potem… (być może ktoś z niego korzysta, ale nie widać aktualizacji…) Co zadecydowało?

Jako przeciwnik rozwiązań stadnych, użytkownik Opery (która jest niestety, coraz popularniejsza dzięki czasopismom komputerowym które ją propagują) i tradycjonalista sprzeciwiam się zdecydowanie portalowi nasza-klasa.pl.

Gentleman and The Far East Band

•Listopad 28, 2007 • 1 komentarz

K. proponuje Ci, nie Scotera i hity gorącej ESKI, ale prawdziwą muzykę. Oto namiastka występu Gentlemana we Wrocławiu. To się nazywa klimat, muzyka, styl…

Cienko śpiewająca fonografia

•Listopad 28, 2007 • Dodaj komentarz

Wpadła ostatnio w moje łapy składanka radia Eska – Gorąca 100 (nie jestem wielbicielem radia, ale warto czasami zapuścić żurawia w zestaw hiciorów, a nuż znajdzie się coś wartościowego…) i mam jedno spostrzeżenie. Króluje ostatnio moda na cienki śpiew. Zaczęło się chyba od Timberlake’a, a teraz jest wszechobecne. Co drugi utwór na tej składance śpiewany jest sopranem, albo przez jakieś zdigitalizowane ludki (niejakie Gummy Bear) . Dokąd to zmierza? I tak jest kiepsko, bo co drugi kawałek to cover, zgodnie z zasadą że jak brakuje talentu to trzeba sobie pomóc. Mogę zrozumieć jeśli nowa aranżacja ma zupełnie odmienny od pierwowzoru styl, ale sens robienia coverów jak „La Luna” popełniona przez Magnetic umyka mojej zdolności pojmowania świata. Nawet stary dobry Scooter ma na wejściu i w refrenie cieniutki zaśpiew, chociaż do tego przyzwyczailiśmy się od „Nessai”, na szczęście nadrabia swoim zdecydowanie męskim wrzaskiem.

Ale wracając do sedna – myslę że to oznaka upadku cywilizacji, takie wykastrowanie wokalu. O ile kastraci swego czasu byli potrzebni, bo w latach 1588-1793 obowiązywał papieski zakaz co do wystąpień publicznych kobiet, to w naszych czasach nie ma taka tendencja żadnego praktycznego uzasadnienia. Może poza tym że męska część społeczeństwa powoli niewieścieje > fani Heavy Metalu to gatunek ginący a salony piękności dla mężczyzn rosną jak grzyby po deszczu. Trzeba więc serwować to co się podoba i pasuje do odbiorców… bezpłciową sopranową zdigitalizowaną papkę.

Cóż począć, jeśli nawet na niezawodnego dotychczas Bogusia Lindę nie można liczyć – zajmuje się sprzątaniem u niejakiej Foremniak. Na polskim horyzoncie brak typowego macho, trzeba sięgać na zachód. A znaleźć tam można naprawdę ciekawe przypadki – na przykład Viggo Mortensen i jego kreacja w „Eastern Promises” (reż. David Cronenberg) – mocna rzecz. Swoją drogą bardzo ciekawy film, kiedy słyszę np. Cassela nawijającego po rosyjsku to mnie rozśmiesza. W filmie jest polski akcent – znakomita rola Jerzego Skolimowskiego jako bossa rosyjskiej mafii. Ogólnie bardzo dobry obraz, widać że Mortensenowi i Cronenbergowi dobrze się współpracuje, już od „Historii przemocy”.

Tak że jest jakieś światełko w tunelu, a póki co trzeba wyłączyć radio i polegać na starym dobrym Dickinsonie… 😀

Co do Miami Vice, to rzeczywiście muza lepsza od filmu, chociaż nie było aż tak źle. Gdyby tylko Farrel trochę mniej przeż(u/y)wał tę rolę… „One of These Mornings” czy „Sinnerman” są od dawna stałym elementem mojej playlisty.

Do postowania na WordPress najlepiej dla Polaka nadaje się  Windows Live Writer (wiem, że od Microsoft(f)u!, ale dobry jest 😀 ), natomiast po angielsku BlogDesk – być może będzie wersja obsługująca polskie znaki, ale nieprędko.